…internet, muzyka i moja paplanina
Zatracenie wartości w muzyce
Bo prawdziwą nędzą jest życie bez sztuki, bez wzruszenia wywołanego dziełem artysty — Piotr Bakal
Wyroby muzyczno-podobne
Wyroby muzyczno-podobne? Komercyjne wrzucanie kolejnego chłamu? Tak. O tym także pisałem. Znam sporo ludzi którzy masowo ściągają muzykę z sieci BitTorrent, byle tylko mieć. Posiadają dziesiątki gigabajtów muzyki z czego słuchają albo małej części albo wszystkiego po trochu nie wgłębiając się w wartości, jakie ta muzyka przekazuje. A może to jest wynikiem właśnie tego, że dziś tej głębi w muzyce coraz mniej? Czy jesteśmy skazani na taką hiper-aktywność której nie będziemy w stanie nawet skonsumować? Przerost formy nad treścią już i tak jest widoczny wszędzie. Sam się łapię na tym, że staram się słuchać wszystkiego po trochu co niemiłosiernie mnie wkurza. Także i dla mnie muzyka powoli staje się tłem do codzienności. Powoli zatracam umiejętność wsłuchania się w konkretny utwór muzyczny i przeanalizowanie go od deski do deski czy może raczej od nuty do nuty.
Stop the Rock
Nawet teraz pisząc ten tekst w tle leci jakieś radio internetowe i po prostu sobie gra. Z drugiej strony nie potrafię też siedzieć w ciszy. Więc co jest rozwiązaniem? Oddzielenie tej bardziej wartościowej muzyki od tej, która może sobie lecieć w tle i być wypełnieniem ciszy? Być może taki właśnie kompromis jest najlepszym rozwiązaniem.
Ignorancja jest błogosławieństwem
Wiem doskonale, że istnieje też spory procent ludzi, którzy moje gdybania mogą sklasyfikować jako bełkot bo dla nich muzyka to jest tylko tło. Zero preferencji muzycznych i brak większego zainteresowania muzyka co czasem jest tłumaczone brakiem czasu.
B-Z-D-U-R-A-! Taka ignorancja jest tylko potwierdzeniem płytkości zainteresowań. Bo rozumiem, że można nie lubić kolekcjonowania znaczków czy wizerunków z gum Turbo ale nie można chyba mieć praktycznie żadnego poglądu na półświatek muzyczny. Na coś co towarzyszy nam od zarania dziejów i niejednokrotnie jest czynnikiem kształtującym naszą historię.
Jestem świadom, że o wszystkim nie napisałem a tylko nakreśliłem to co mam na myśli. Może to rozszerzę w następnych wpisach. A tymczasem…Enjoy The Rock :)
Podobne wpisy:
- Rammstein i porno w teledysku? // 18 września 2009
- Gdzie się podziało Disco Polo? // 6 lutego 2010
- Kryzys w muzyce? // 9 listopada 2009
- Dokument o historii Metalu // 31 stycznia 2010

około 3 miesiące temu
Haha znam ten utwór z pamiętnej Fify 2001 ;]
Odnośnie uzależnienia od muzyki — tak samo tutaj. Ale truizmów wypisywać nie będę, przejdę więc do innej kwestii.
Spora grupa moich znajomych słucha muzyki nie tyle celem osiągnięcia jakichś estetycznych bądź emocjonalnych odczuć, ale dlatego że “przyjemnie sobie gra” — te wszystkie Lady GaGi, Dody i inne produkty postmodernistycznej samowolki to muzyka bez, albo z bardzo płytkim przekazem, pełna prostych melodii, które wpadają w ucho — ot, pożywka dla plebsu. Ja do tych chmar niezliczonych należeć nie chcę i nie będę i słucham tego co lubię, nawet jeśli wzbudza to zdziwienie i podejrzliwość na twarzach ludzi, gdy wymieniam nazwy zespołów.
Mam natomiast jednego znajomego, który muzyki nie słucha w ogóle.
Nie wiem jak to możliwe, on po prostu siedzi w ciszy i do całego zjawiska muzyki jako całości podchodzi z dużym dystansem i rażącym brakiem zainteresowania. Rozumiem — nie lubić jakiegoś konkretnego gatunku, ale muzyki holistycznie?! Osobiście wydaje mi się, że to jż jest jakaś choroba.